Pierwsza refleksja po przeczytaniu książki: niektóre z opisanych porodów były wręcz mistyczne, odrealnione, a Kalyta to położna, niczym „wymarły Dinozaur”.

Kolejna myśl to zazdrość pomieszana z podziwem dla kobiety, która swój zawód wykonuje z wielką pasją, wręcz namaszczeniem. Z osobistego doświadczenia, wiem jakie są realia w większości polskich szpitali, wiem jak niemiłe i wypalone z emocji są położne. Chwila, gdy stajesz się Matką powinna być uszanowana przez otoczenie, a nie obdarta ze wszelkiej subtelności, prywatności. Do dziś pamiętam jak położna ala Helga z rudym, grubym warkoczem przywitała słowami świeżo upieczoną mamę :” Czego tak stęka? Boli? Ma boleć!!”. Jakże piękne wsparcie ze strony kobiety, która zapewne też jest Matką. Świat byłby piękniejszy, gdyby wszystkie szpitale były zapełnione takimi położnymi jak Janetty Kalyta!! Tego życzę dla nas Wszystkich –masy klonów Kalyty! Zaś Paniom Położnym, które pomyliły porodówkę z zakładami mięsnymi i taśmą produkcyjną stanowczo mówię NIE! Zdecydowanie książka warta przeczytania!!

44