Sobota. Piorunujące upały. Jednak późnym popołudniem cała Rybia rodzinka wraz z Moją Mamusią, zwaną Per Teściową i moją Siorką, wynurzyła się na spacer. W końcu, ileż to można chować się od tego pieklącego słońca?

Nasz spokojny spacer i ogólną ciszę zakłócił płacz dziecka. Spojrzałam w kierunku rozlegającego się płaczu i zobaczyłam chłopca, który obłędnie i chaotycznie jeździł rowerkiem. W pierwszej chwili pomyślałam, żeby nie reagować, bo to może jakieś rozhisteryzowane dziecko wymusza na mamie kolejne lody lub tym podobne. Jednak chłopczyk zaczął jeździć z taką prędkością, z coraz większym płaczem, był w jakimś popłochu...Zrobiło się poruszenie na promenadzie i wszystkie spojrzenia przechodniów zwrócone były na małego chłopca, którego postać oddalała się coraz bardziej. Jechał strasznie szybko..Niestety wśród ludzi były tylko pytania i spojrzenia, a nikt nie leciał mu z pomocą.

1300468973 by katalika 600

Popatrzyliśmy porozumiewawczo na siebie z mężem. Mąż:" Ty biegnij- bo ja facet jestem, zaraz mnie o pedofilię oskarżą". Pewnie, gdyby mnie nie było i tak by poleciał. Pomyślałam:" ale on ma dłuższe nogi ode mnie, szybciej biega i ma lepszą formę". Mimo braku kondycji fizycznej, wkurzona na bieronść innych, wystartowałam. O Matko i Córko jak ten chłopczyk pędził, myślałam, że nim go dogonię to mnie samą na noszach wyniosą i jeszcze ten upał.. Zanim do niego dotarłam, dojechał już do placu zabaw... gdzie dzięki Bogu byli młodzi ludzie, też rodzice i nie pozostali obojętni na płacz i strach chłopca.

1282739412 by sysyto18 600

Dziecko było tak przerażone, tak płakało i się trzęsło, że nie było w stanie odpowiedzieć na podstawowe pytania. Podobało mi się podejście tychże ludzi, spokój, inicjatywa i po prostu dobre serce. Jeden z Panów nawet wezwał policję. Po paru minutach chłopiec nadal się nie uspokajał, a nawet w pewnym momencie znów ruszył swym rowerem w pewnym pośpiechu i rozrzewnieniu....na szczęście do Mamy, która pojawiła się na horyzoncie wraz z siostrzyczką i pieskiem. Gdy zobaczyłam jak Matka biegnie do swego Synka a jak On do niej, jak serce im rośnie, jak  dusza się uspokaja, nie wytrzymałam i się popłakałam. Nie wiem jakieś ciążowe hormony nadal we mnie zostały. Dzieci w brzuchy już od 27 miesięcy nie ma, a ja nadal się wzruszam w relacjach Dziecko-Rodzic. Odkąd zostałam Matką mam w sobie jakieś niewypowiedzialne pokłady empatii. Szczerze, to trochę ciężko z tym żyć, bo ileż to można wyć i wycierać gile spod nosa na zwykłym animowanym filmie?? Łezki szybko wytarłam, żeby nikt nie widział no i żeby tusz do rzęs się nie rozmazał, rzecz jasna. Dzięki Bogu historia skończyła się szczęśliwie. Ale ile jest takich sytuacji, gdzie niestety rodzice szukają do dziś swych pociech? Na samą myśl, dostaję dreszczy. Niestety tak świat jest dzisiaj ułożony, że nawet najlepszym z najlepszych przydarzają się przykrości. Starajmy się jak tylko możemy mieć oczy dookoła głowy, wiem, że ciężko, ale najlepiej zawsze mieć przy sobie swoje skarby. Najlepiej iść spać ze świadomością, że nasze dziecko śpi tuż za ścianą i że jest szczęśliwe. A przechodniów zachęcam do interwencji a nie gapiostwa, wytwarzania domysłów i postękiwań. Wiele rzeczy zależy od nas. Bierność, niestety nie jest konstruktywna.