Ostatnie wydarzenia  przyczyniły się do obudzenia moich smutnych refleksji. Często o tym myślę, chociaż staram się zagłuszać te myśli w wirze codziennych obowiązków, ale jednak nie da się uciec od paraliżującego  strachu o swoje dziecko, dzieci. Kiedyś mądra osoba powiedziała mi, że lęk i strach o swoje dziecko rodzi się w momencie z narodzinami tego dziecka i nie kończy się w dniu uzyskania jego pełnoletności. O nie!! Ten lęk trwa do końca Twych lub niestety Jego dni ....

 

STRACH- wiem, mówią, że ma wielkie oczy, że nie ma co się bać, że trzeba myśleć pozytywnie, że złe myśli przyciągamy podświadomie, tak samo zresztą jak i pozytywne, ale powiedźcie mi jak nie bać się o swoje dziecko?

Sikając na głupi test ciążowy, jest chwila euforii a potem nie możemy doczekać się usg, zobaczyć czy wszystko jest ok. Gdy dziecko się rodzi, latamy jak szaleni na kontrole lekarskie, mamy dylematy jakie wybrać szczepionki, by nie zaszkodziły naszemu dziecku, wszystko robimy dla NIEGO. I o ile nasze dziecko bawi się pod okiem super niani, tudzież w przedszkolu jako tako można spać spokojnie, pomijając przeżywanie chorób dziecka. Jeszcze w tym okresie, można powiedzieć, że mamy jakiś wpływ, tworzymy dziecku swoisty AZYL.

Zaczyna się szkoła i pojawiają się schody, znów obawy i lęki, czy poradzi sobie, czy będzie miało dobrych kolegów, czy nikt nie będzie mu dokuczał, czy wracając ze szkoły, późnej imprezy nikt go nie porwie, bo odchyleń w społeczeństwie nie brakuje...

1348950407 2famza 600

 

Potem zaczyna się dalsza męczarnia, używki, wpływ otoczenia, które coraz bardziej, niestety, jest pozbawione wszelkich wartości, które jest nastawione na swobodę i konsumpcję. Nie daj Bóg nie zaczynasz sobie radzić z dzieckiem, które uległo wpływom, które ma nałogi, problemy, notorycznie Ciebie okłamuje i zaczyna się ból i zgrzytanie zębów. Każdy normalny rodzic KOCHA SWOJE DZIECKO ( niestety wątpie by te uczucia były w patologicznych rodzinach, gdzie używki biorą górę nad dzieckiem), ale pomijając ten wyjątek KAŻDY...

I ten KAŻDY rodzic stara się pomóc dziecku w problemach, stara się, KAŻDY na swój sposób. Innym wychodzi to lepiej, innym gorzej...Niektórzy rodzice sami nie poznali jak to być KOCHANYM i w związku z tym możemy ich podzielić na tych, którzy powielają błędy swoich rodziców i na tych, którzy za wszelką cenę starają się ich uniknąć. Rodzicielstwo jest piękne, ale niestety bywa też drogą przez mękę. Rodzicielstwo tak samo jak życie może ranić, upokarzać, wstrząsać ale i też satysfakcjonować, uszczęśliwiać, uskrzydlać.

Kiedy rodzic traci swoje dziecko, musi je pożegnać... z róznych przyczyn...to ból musi rozrywać mu serce....

Zaś głowa, na pewno, pęka od nadmiaru myśli i pytań, co mógłby zrobić lepiej, co mógłby zrobić by nie dopuścić do tragedii...

Nie wiem jaki jest przepis, nie wiem jaka jest recepta na wychowanie szczęśliwych, wartościowych dzieci, które potrafią upaść i się podnieść, które znają swoje wartości, które nie ulegają presji otoczenia....Gdyby to było takie proste jak upieczenie tortu ze sprawdzonego przepisu... 

Nie wiem co przyniesie przyszłość, nie ukrywam, że boję się , bo jest ona jedną wielką niewiadomą...

Każdy dzień jest moją radością, że mam swoje dzieci, ale temu dniu towarzyszy równiez strach o ich bezpieczeństwo i przyszłość....